pióro wieczne

Czy teatru można się nauczyć?

Kilka lat temu poczułam misję i idąc za jej wezwaniem wyciągałam znajomych do teatru. Wydawało mi się, że podziała to na nich stymulująco, złapią bakcyla i po kilku spektaklach sami będą do mnie dzwonić z propozycjami. Spektakle, które wybierałam były bezpieczne, często komediowe. Uciekałam się nawet do sprytnego zagrania „biletu za 20 złotych”. Ale nic z tego nie wyszło i gdyby nie moja siostra, która zakochała się w teatrze, miałabym poczucie totalnej klęski. Co zrobiłam nie tak?

Ludzie byli inteligentni, spektakle różnorodne, a jednak czułam, że po jakimś czasie moje nagabywanie było już niemile widziane. Czy zawinił teatr? Nie zawsze udane inscenizacje? Brak kompetencji u „moich” widzów? To prawda, że czasem oglądając spektakl nie bardzo wiemy co się na tej scenie właściwie dzieje. Czujemy zdezorientowanie i zażenowanie. Po co te czerwone światła tak migają? Po co ona się rozebrała? Co oznacza ten dziwny znak na środku sceny? A te stare filmy w tle? Czy to ważne? Nie jesteśmy w stanie odróżnić błędu inscenizacyjnego/nieczytelności przekazu od naszego braku kompetencji. Myślimy więc, że chyba jesteśmy za głupi, by zrozumieć zamysł reżysera. Co niektórych z nas skutecznie zniechęca do ponownych odwiedzin.

Bywa jednak też odwrotnie. Czasem jakaś inscenizacja tak nas zachwyci, że jesteśmy gotowi wybaczyć te mniej udane. Wciąż pamiętamy niezwykłe uczucia, jakie przyniosło nam oglądanie danego spektaklu. Nie do końca rozumiemy o czym to właściwie było, ale poczucie jakiegoś sacrum, dotknięcia duszy,  metafizycznego drżenia było tak przejmujące, że pragniemy przeżyć to jeszcze raz. Więc wracamy. Tym razem dostajemy coś tak niestrawnego, że przez cały drugi akt myślimy o tym, jak tu dyskretnie wyjść i nigdy nie wracać. Ale po kilku tygodniach znów siedzimy na widowni i czekamy niecierpliwie na to, co za chwilę się rozegra. Brzmi jak opis toksycznego uczucia? Nie sposób zaprzeczyć.

Co więc zrobić by pozbyć się tych skrajności, tej toksycznej wszystko wybaczającej miłości, tego rozgoryczenia i poczucia niewiedzy?  Czy można nauczyć się nie tylko miłości do teatru, ale i samego teatru? Nie na języku polskim, ale w dorosłym życiu, świadomie i całkiem dobrowolnie? Nauczyć się nie tylko po to, by zrozumieć, co Warlikowski „miał na myśli”, ale by dotrzeć do sensu owego metafizycznego drżenia, którego doznaliśmy jako widzowie. Zrozumieć, co nas tak poruszyło w danym spektaklu, że pomimo średnio dobrych recenzji, dla NAS ma swoją wartość. Czytać teatr po to, by dzięki niemu nauczyć się siebie.

Po to właśnie są lekcje teatralne, recenzje, eseje, dyskusje. Po to jest festiwal R@port i jego program otwartych spotkań dla publiczności. I po to realizujemy projekt „Teatr z bliska”, czyli spotkania z twórcami, warsztaty, czytelnię dramatu. Żebyśmy my, widzowie, nauczyli się rozumieć znaki teatralne, symbole, odniesienia, nowe interpretacje dobrze znanych tekstów. Żebyśmy z uwagą czytali recenzje, nie czuli się zagubieni gdy zaproponują nam ze sceny coś zupełnie innego i nowego. Żebyśmy nabrali więcej zaufania do własnych osądów i upodobań. Żebyśmy doznali dotknięcia duszy, przejrzeli się w akcie teatralnym jak w lustrze. I w konsekwencji, zakochani, nie czekając na telefon od przyjaciela, przychodzili do teatru.

Dla siebie.

Elżbieta Żukowska